

Rozmawia Bartłomiej Zborski
Realizuje swoje marzenia , mówi ADAM WERKA
Nie będzie chyba zbyt wielkiej
przesady w stwierdzeniu, że twórczość Adama Werki znają prawie wszyscy
miłośnicy morza w Polsce. Artysta malarz i grafik współpracujący od lat z „Morzem”,twórca okładek i ilustracji do książek morskich
popularny szczególnie dzięki „Miniaturom Morskim” Wydawnictwa Morskiego.
W kręgach miłośników i znawców spraw
morskich, a szczególnie flot wojennych świata Werka
ceniony jest przede wszystkim za wierność nawet najdrobniejszym szczegółom .
U niego nie zdarza się, że np. łódź latająca Catalina
przypomina jakieś dziwne skrzyżowanie wodopłatowca Arado i... Stukasa, niszczyciel
„Piorun” nigdy nie stanie się „Burzą”,”Cutty Sark”- „Darem Pomorza”, i tak dalej. Znajomy marynarz
powiedział mi,że patrząc na którykolwiek z rysunków
Werki potrafi bezbłędnie określić stan morza... Zatem realizm wierny i obiektywny,pokazywanie statków, okrętów i przedmiotów
związanych z morzem takimi jakie rzeczywiście kiedyś
były, albo są. Od sylwetki pancernika , aż do kształtu
zeissowskich lornetek w rękach oficerów U-boota. Pracownia artysty to nieduży pokuj w bloku na
warszawskiej Starówce. Na ścianie piękny obraz żaglowca, na półkach setki
książek, obok roczniki flot, albumy, czasopisma morskie.
Mówi Adam Werka:
* Urodziłem się pod Lwowem, a lat
mam 62. Tak się złożyło, że zaraz po służbie wojskowej
zamieszkałem Łodzi. Losy rzuciły mnie do Warszawy, a nie nad morze, niestety, no ale
ponieważ sympatię do morza miałem zawsze – właściwie to zakochałem się w nim”od
pierwszego wejrzenia”-a malować próbowałem już w okresie
gimnazjalnym, dlatego te
swoje sympatię realizować mogę, jak myślę, niezależnie od miejsc pobytu
* Właściwie, skąd wzięło się Pańskie
zainteresowanie morzem i jego sprawami?
* Morskich tradycji w mojej rodzinie
nie było. Przed wojną mieszkałem z rodziną w
Bydgoszczy, chodziłem tam do szkoły.
Bardzo często jeździłem na wybrzeże. Chciałem,
podobnie zresztą jak chyba większość moich ówczesnych rówieśników, zostać
marynarzem
pływać zwiedzać świat. Okazało się że nie mogę, Oczy.
Wtedy postanowiłem, że będę morze
malować. Zacząłem , poszło dobrze . No i tak zostało.
Na morzu byłem w sumie kilka razy
ale tylko jako pasażer.
* A jak się zaczęła kariera
artystyczna?
Po wojnie nawiązałem kontakt
początkowo z”Morzem”, a ponieważ od „Morza” niedaleka
droga do Wydawnictwa Morskiego w Gdańsku, dlatego wkrótce zacząłem rysować
dla nich.
Pismu pozostaje wierny do dziś,
natomiast z różnych względów współpraca z gdańską
oficyną nie układa się teraz tak jak dawniej
-Jak to jest właściwie z tą Pana super dokładnością? Tworząc kształty dawno zapomnianych
jednostek i dbając przy tym o najdrobniejsze szczegóły , musi Pan zapewne
korzystać z wielu
źródeł, prawda?
-Tak czasem mówią o mnie że jestem „morskim dokumentalistą historycznym”. Cóż przyje-
-mnie słyszeć. Źródła? Korzystam ze wszystkiego co jest mi dostępne, przede wszystkim z
fotografii , rycin , starych sztychów . Szukam w książkach ,w
pismach , w albumach , na
obrazkach. Kiedyś najlepszym dokumentalistą z którego prac korzystałem
, był Stanisław
Woźniak .Chodziło mi przede wszystkim o polską flotę wojenną i handlową
, bo pewnych
realiów nie znałem , a on wiedziało nich wszystko. Ze źródłami bywa nieraz ciężko , z konie-
-czności
przy pracy swojej opierać się muszę i mogę wyłącznie na tym
co jest dostępne w kraju.
Nie zawsze jednak znajduje to co potrzebuje nawet w najlepiej zaopatrzonych
bibliotekach.
Istnieją oczywiście wspaniałe
wydawnictwa zagraniczne dotyczące np. starych okrętów , ale
tych książek nie sposób ani kupić na miejscu ani sprowadzić. Jeśli uda mi
się gdzieś zobaczyć
jakąś ciekawą książkę o tematyce morskiej , to natychmiast staram się ją
zdobyć . Ostatnio
na przykład zdołałem kupić znakomitą rzecz o pierwszej wojnie światowej –
jest tam bogaty
dział ilustracyjny poświęcony ówczesnym okrętom dla mnie rzecz bezcenna.
-Jak długo pracuje Pan przeciętnie
nad rysunkiem?
- Różnie to bywa ,
a zależy od tego , czy dostatecznie znam to co mam malować , czy rysować
Przygotowania do tego, by jak
najwierniej oddać właściwy kształt jednostki bywają bardzo żmudne Najpierw
starannie selekcjonuje źródła , żeby nie popełnić
błędu , potem zaś gdy jestem pewny tego co mam , kiedy wyglądzie przedmiotu
wszystko , albo prawie wszystko , wówczas sporządzam szkice – jeden drugi
trzeci -i dopiero z nich zaczyna kształtować się właściwa ilustracja , czy
obraz . Sporo trudu kosztowało mnie np. odtworzenie
wyglądu rufy żaglowca na 94 stronie „Niełatwego morza”książki
Jana Piwońskiego ,którą ostatnio wydala „Nasza
Księgarnia”
Znalazłem tę rufę dosyć przypadkowo , w jakiejś węgierskiej książce . Nawiasem
mówiąc nie najlepsza technika poligraficzna trochę zepsuła te walczące żaglowce
ze strony 94.
-A czy wszystko co Pan tworzy jest
dla Pana tylko elementem zawodu plastyka , wyłącznie
pracą ,czy też jest to i hobby? Czy prywatnie interesuje się Pan morzem?
-Oczywiście , że tak! Podtrzymuje te dawne młodzieńcze pasje, a poprzez sztukę
realizuje chyba swoje pragnienia i marzenia , które
się nie spełniły . Wszystko co jest związane z morzem
nadal mnie fascynuje. A szczególnie wojny morskie-zwłaszcza ostatnia. Poza tym
ogromnie lubię miniony okres dużych ,wspaniałych
żaglowców. Uważam,że najmniej ciekawe ciekawe są czasy ostatnie -np.-architektura współczesnych
statków jest po prostu brzydka. Mój zaś ulubiony typ okrętu
to niszczyciel .Właśnie jemu poświęciłem najwięcej ilustracji...”Piorun”,
„Gerland”, „Burza” „Błyskawica”-to
wspaniałe , szybkie, kąśliwe i wysmukłe jednostki,
jakże odpowiadające polskiemu charakterowi. Świetne warunki bojowe, lekkość , zawsze się coś tam działo, wokół spieniona woda,
potężne odkosy dziobowe...
-Pana najbliższe plany? Hobbyści
czekają na album... 
-W najbliższej przyszłości czegoś
takiego na pewno nie będzie. Ale mam „spółkę” z Janem Piwońskim, a jej wynikiem
będzie książka , która na razie jest tylko w
projekcie. Będzie to rodzaj kompendium floty handlowej i wojennej. Nie wiem tylko kiedy ta pozycja ukaże się... chyba
nie prędko. „Nasza Księgarnia” wyda zaś książkę Piwońskiego z moimi
ilustracjami, jakby trzecią część”Dziwnych okrętów” i
„Niełatwego morza”, rzecz traktująca o rozmaitych ciekawych wydarzeniach z
historii żeglugi i marynarki wojennej. Będą więc tam i epizody z kampanii na Pacyfiku , i historia zdobycia bieguna północnego na wodzie
i pod wodą , i coś o bitwach na Bałtyku. Poza tymi pracami”morskimi
„ stała etatowa praca dla wydawnictwa „Wiedza Powszechna”, dla którego wykonuje
ilustracje o charakterze encyklopedycznym. Współpracuje też z innymi wydawnictwami,
a także z LOK-iem. Nie samą marynistyką człowiek żyje
-Jakimi technikami posługuje się Pan
najchętniej ?
-Akwarelą i gwaszem
. Malowałem kiedyś sporo także farbami olejnymi. Ale morska ilustracja
wymaga technik lekkich i swobodnych , takich właśnie jak
akwarela czy pióro.
-Czy ktoś jeszcze w Pańskiej
rodzinie interesuje się morzem?
-Syn , ale traktuje to jako hobby , bo z zawodu jest neurofizjologiem .
